poniedziałek, 2 listopada 2015

Nieobecni

Marta długo wraz z mężem starali się o dziecko. Miesiąc w miesiąc na teście ciążowym widniała tylko jedna kreska. Za nic w świecie nie chciała pojawić się druga. Miesiąc w miesiąc ona wylewała łzy gorzkie. On tracił nadzieję. Mijały tygodnie, mijały miesiące, mijały lata. Tych łez wylanych jakby mniej było. I ta nadzieja przycichła... I smutek w cień się usunął, a myśl o dziecku na daleki plan zeszła.


Teneryfa.
Jakże tu pięknie. 
Jak cudownie. 
Relaks i beztroska. 

Francja.
Narty.
Białe stoki pokryte śniegiem i promieniami słońca. 
Piękny wypad we dwoje i jakże piękne widoki.
Dla takich chwil warto żyć - mówili.

Bukareszt. Rumunia.
Z wielkim podziwem zwiedzali zakamarki najpiękniejszych  miejsc tego kraju.
Nikt i nic nie było w stanie im przeszkodzić.
Było pięknie. Zresztą jak zawsze.

Życie płynęło im na zwiedzaniu. Obydwoje karmili się własnym szczęściem.
Każdy zazdrościł im takiego dobrobytu. 
I w myślach szeptał  "do czasu ..." 
Do czasu... gdy przyjdzie na świat ich niegdyś długo wyczekiwane dziecko.

I nastał dzień.
Dzień pełen wrażeń i niedowierzań. 
Dzień pełen skrajnych emocji.
Dzień, kiedyś tak upragniony.
Dzień, w którym tak bardzo chcieli ujrzeć te dwie kreski.
Nastał dzień. 
Dzień pełen gorzkich łez wylanych. 
Dzień, w którym życie się skończyło...

Za dziewięć miesięcy przyszła na świat maleńka dziewczynka. Piękna. Z czarnymi jak kruk włoskami. Dużymi, granatowymi oczkami zerkała na otaczający ją świat. Tym światem była jej mama.

A kim była ona dla świata?

...dla Marty i jej męża życie się nie skończyło. Przecież świat głęboki i szeroki jest. Jeszcze tyle ciekawych miejsc do odwiedzenia.

Dziewczynkę pod opiekę na czas ich wojaży zabierała babcia. Czasem był to tydzień, czasem dwa. Czasami mieszkała z babcią miesiąc. 
W normalne dni, mamę widywała może trzy godziny dziennie. Zabieganą i zajętą swoimi sprawami. Bo przecież kosmetyczkę musi odwiedzić, paznokcie jej odrosły, włosy przyciemnił trzytygodniowy odrost, a przecież z Julką się umówiła, na randkę z mężem też trzeba wyjść...

Lata mijały. 
Dziewczynka dorastała. 
Co dzień pytała, kiedy mama ją odbierze?
Dzień w dzień dopytywałą ze łzami w oczach czy po nią wróci? Czy jeszcze ją zobaczy?
Szlochając pytała, czy mama już jej nie kocha?
Przez łzy cichutko szeptała jak bardzo za nią tęskni...

I choć babcia to bliska osoba, nie zastąpi jednak mamy.

Marta i mąż jej, życie dali dziecku i  przez swoją nieobecność, najpiękniejsze chwile życia mu odebrali.

Dziecko to żywa, mała istotka. 
Dziecko widzi, myśli i czuje. 
Spróbujmy zapukać do jego wnętrza, a wpuszczeni zajrzyjmy jak najgłębiej, by dostrzec i wydobyć to co najcenniejsze, najpiękniejsze. 
Wczujmy się w jego rytm.

Dziecięcy świat jest piękny.
Drogi Rodzicu pielęgnuj go, by pozostał taki na zawsze. 
Bowiem zepsuty świat dziecka rzuci cień na całe jego dorosłe życie.