poniedziałek, 4 lipca 2016

Żyjemy!

Witajcie

Dawno nas tu nie było... ale żyjemy, jestesmy cali i chyba zdrowi ;)

Po ostatnich traumatycznych dla mnie wydarzeniach wiele zmieniło się w naszym, w moim życiu... czy ku lepszemu? Czas pokaże, póki co jest mi dobrze. 

A więc nie było mnie tu, bo powróciłam do tego co sprawia mi wiele radości, do czegoś co przynosi mi satysfakcję, wróciłam do tego co kocham... 

Nie mogąc poradzić sobie z emocjami, które targały moje ciało i bezcześciły psychikę, nie radząc sobie z wyrzutami sumienia, które nie pozwalały na sen, aż w końcu nie radząc sobie SAMA ZE SOBĄ... 

...musiałam dać upust temu wszystkiemu.

Był późny wieczór, wyszłam z domu. 
Było ciemno. Byłam sama.
Tylko ja i moje myśli. 
Udałam się nad jezioro, miejsce często przez nas odwiedzane, miejsce spacerów od lat ...

Usiadłam na piasku. 
Dużo myślałam nad moim życiem, nad jego sensem, nad tym co ważne, nad tym co mam i kocham, nad tym czego już nie ma i co nigdy już nie wróci ... łzy płynęły po policzku... ;(

Wstałam i ... zaczęłam biec, bardzo szybko, nie zwalniałam, pomimo słabnących sił biegłam dalej i dalej, pokonując kolejny kilometr... znowu plaża :) 

Przebiegłam całe jezioro dookoła, usiadłam zmęczona, ale poczułam wielką wewnętrzną ulgę, poczułam jak wielki ciężar opuszcza moje ciało, czułam się lekka i taka inna. Pierwszy raz od długich tygodni na mojej twarzy pojawił się uśmiech, wiara w siebie i ogromna satysfakcja, że przebiegłam tyle km ... 

I tak oto powróciłam do biegania, robię to regularnie, dużo mi to pomaga, wszystko co "złe" wychodzi wraz z potem, rozładowuje stres, nerwy... a na mecie czuję wielką radość i mega szczęście, że dałam radę, że mogę więcej, że mogę dalej... i jeszcze dalej !

Nie było mnie tu, byłam tam, po drugiej stronie szczęścia :)
Nie znikam stąd, bo to też jest moje małe miejsce na ziemi, ale będę tu mniej... bieganie pokazało mi moją siłę, której bardzo teraz potrzebuję.