niedziela, 17 stycznia 2016

Pechowa niedziela


Dziś niedziela. Mój najlepszy dzień tygodnia. To dzień wolny od pracy, poza ugotowaniem obiadu nie wykonuję żadnych domowych obowiązków. W ten dzień jesteśmy razem i mamy czas tylko dla siebie. Mamy taki nasz slow love. Niedziela zawsze jest fajna :)
Ale dziś było inaczej. Po części, dlatego że wczorajszy dzień był trochę skomplikowany i nic nie zrobiłam więc z automatu przeszło na dziś.
Chciałam się szybko wyrobić ale wszystko stało się dwa razy dłuższe. 
  • smażyłam cebulę i nie wiem jak to się stało ale strąciłam ręką patelnię i cała jej zawartość wylądowała na podłodze zalewając tłuszczem kuchenkę, meble i podłogę
  • sos pomidorowy wykipiał i zalał wcześniej wyczyszczoną kuchenkę z cebulowego tłuszczu
  • usmażyłam nową cebulę i chciałam ją przełożyć do mięsa ale... nie trafiłam i wszystko znowu się wylało... na kuchenkę 
  • Kuba spadł z łóżka i rozciął wargę (na szczęście tylko groźnie to wyglądało)
  • jeszcze kawa mi się wylała
  • i ogólnie rzecz ujmując wszystko co dziś chciałam wziąć, samo wylatywało mi z rąk
Aż bałam się dziecko nosić, żeby mi z tych rąk dzisiejszych nie wypadło.
Taka pechowa niedziela... ale cóż, i takie dni się zdarzają, chyba nawet są potrzebne, by móc docenić inne, zwykłe, spokojne dni.