środa, 26 października 2016

Upadek perfekcyjnej pani domu

Kiedyś, wydawałoby się, że wszystko mam opanowane, zaplanowane, wydawało by się, że idealna, perfekcyjna pani domu to Ja.
Codzienny obiad z dwóch dań, codziennie wyszorowana na kolanach podłoga, bo jakżeby mały mój synek mógłby bawić się na brudnej posadzce? Codziennie starty kurz, który nie zdążył jeszcze osiąść na meblach. Wanna, toaleta, no przecież nie będziemy myć się w brudzie.

I nie powiem, radziłam sobie świetnie... kiedy dziecko było malutkie i przesypiało większość dnia. Im był starszy, tym mniej snu i coraz gorzej było wszystko zorganizować, dopiąć na ostatni guzik. Powoli brakowało mi czasu, a moją głowę otaczały myśli, jakby to jeszcze rozgryźć, z której strony podejść, żeby było idealnie. Doszła praca, teraz treningi, zawody i czas spędzony z dzieckiem...
Z powyższych nie mogłam zrezygnować, to priorytety! Padło więc, a w zasadzie samo się wyeliminowało codzienne sprzątanie. 

Po czasie dobrze mi z tym, jestem spokojniejsza, czuję jakby uwolnił się mój umysł, od tych ciągłych myśli, że brudno, że kurz, że...
Bo wcale nie jest brudno, dwa, trzy razy w tygodniu spokojnie wystarczy ogarnąć i nie ma tragedii. Wszyscy są szczęśliwi, bo o ile jest więcej czasu.

Teraz, z biegiem lat, myślę sobie jaka ja głupia byłam, tyle czasu zmarnowałam na sprzątanie czystego mieszkania... aż uwierzyć w to nie mogę!


Kochasz życie?
Nie trwoń zatem swego czasu, ponieważ
Ono jest z niego utkane!