piątek, 7 kwietnia 2017

Bo do szczęścia nie zawsze jest po drodze...



Lipcowy poranek...
Otwieram drzwi do mieszkania, rzucam walizki, parzę aromatyczną kawę i z uśmiechem wspominam ostatnie chwile na wyspie Rodos :) Ach... to były cudowne wakacje! Byłam taka szczęśliwa. 

Ale za kilka chwil moje szczęście zgasło.
Brak okresu skłonił mnie do wykonania ciążowego testu, na którym ujrzałam dwie wyraźne, grube kreski.
Szok, niedowierzanie i totalna załamka!
Do dnia narodzin cudownego chłopca :)

Od tamtej pory minęło już ponad trzy lata, a mój dotychczasowy świat zmienił się o 360 stopni. 
Szczęście na nowo otuliło moje życie :)
Pierwsze 1,5 roku istna sielanka, wzór rodziny. 
Kolejny okres - powrót do pracy, śmierć księżniczki Helen i bunt dwulatka dał mi słono w kość. Depresja czaiła się za rogiem, stąpała po piętach, by zadomowić się w moim życiu na dobre.
Nie udało jej się... stanęłam do walki. Walki o siebie, o dziecko, o rodzinę.

Zwyciężyłam!

I dziś znów jestem szczęśliwą matką, żoną, opiekunką :)
Wygrałam nowe życie.
Już nie takie nudne, już nie takie idealne, za to szczęśliwe i radosne :)
Nauczyłam się, że życie to nie wieczne sprzątanie, zakupy, dom... życie to wyjście z ukrycia, pasja, ludzie... życie jest jedno, wykorzystaj je, czerp z niego ile się da! Planuj dzień do ostatniej sekundy, by nie mieć czasu na smutek i łzy. Ogranicz kontakty ze złem, a otocz się dobrymi ludźmi...

...i nigdy się nie poddawaj! 
Walcz i zwyciężaj!