piątek, 10 lipca 2015

Matka z wyrzutami

Dziś, żeby nie zapeszać bo dzień się jeszcze nie skończył to napiszę, że od rana aż do teraz jest mega pięknie :). W pracy zabrali mi podstawowe narzędzie pracy- komputer ( zmieniają systemy ) więc skończyłam wcześniej. Ugotowałam na szybko ziemniaczki , usmażyłam kotleciki z kurczaka i pokroiłam pomidory z cebulką z myślą, że pewnie dziecko nie zje ( zawsze w razie czego mam schowany słoiczek z obiadkiem gotowym ). A tu o dziwo niejadek zjadł całego kotleta, dwa średnie ziemniaki i trochę pomidora też skubnął.

 JESTEM SZCZĘŚLIWA !!! 

Jak widać wiele mi nie potrzeba... wystarczy, że dziecko zje :)

Miałam ubrać łobuzka i jechać na zakupy ale zasnął :). Sprzątać nie będę bo się obudzi, gotować też nie ma sensu bo jak wstanie to trzeba psa wyprowadzić.
Co tu robić???
Ano trza zrobić pyszną kawusię.... 
Wanilia... tak, dziś będzie wanilia, wczoraj orzech, przedwczoraj czekolada ( lubię się tak rozpieszczać mmm... tylko to mi pozostało :D ). 




Kawa jest, pierwszy łyk poszedł także zaczynamy.... laptop start !!!

Kiedy na świecie pojawiło się moje maleńkie dzieciątko, kiedy pierwszy raz go zobaczyłam.....nie popłynęły łzy radości, nie zalała mnie fala szczęścia...

Gdzie ta euforia, o której wszyscy opowiadają ??? 
Gdzie ta wielka miłość ???
Gdzie te piękne uczucia, którymi każda  matka się zachwyca ???

Pozytywne emocje były, owszem, pewnie, że była radość ale nie z narodzin.... z ulgi, że już nie boli, że już po wszystkim...

Każda się cieszyła, niejedna płakała tuląc swoje dziecko w ramionach.

Ja nie...ja leżałam nieruchomo, wstać mogłam dopiero następnego dnia.
Cieszyłam się, że będę mogła przytulić moje maleństwo, nie mogłam się już doczekać.
Rzeczywistość okazała się inna...
Wstać się nie dało, czułam ogromny ból, o noszeniu nie było mowy, mogłam tylko przytulić...
Kolejny dzień.
Było lepiej, nawet odbyłam krótki spacer szpitalnym korytarzem ( do łazienki i z powrotem ). Udało się nawet wziąć prysznic. 
Przywieźli dziecko...

Ale zaraz, zaraz gdzie ten instynkt, gdzie to powołanie ???
Czułam ból i strach. Bałam się własnego dziecka, jak tylko zostawałam z nim sama moje ciało ogarniał paraliż...

Pojawiły się ogromne wyrzuty sumienia...
Co z Ciebie za matka ???
Nie cieszyłaś się z narodzin.
Nie poczułaś miłości.
Nie umiesz nakarmić własnego dziecka, przecież to takie naturalne, jak możesz tego nie potrafić ???

Jak się okazało w najbliższej przyszłości, to nie jedyne wyrzuty.
To dopiero był ich początek...

Kiedy miłość nadeszła, kiedy zakochałam się w nim na zabój, kiedy przestałam widzieć otaczający mnie świat, wtedy się zaczęło...na dobre.
Dręczą do tej pory, jest ich dużo, bardzo dużo, coraz więcej...


                                       Historia wyrzutowa:
  
1. Jako, że nie żyję w zgodzie z budzikami i z czymkolwiek co wyrywa  mnie           ze snu, jasne jest, że nie chciało mi się wstawać do dziecka. 
Więc co było ? 
Wyrzuty Sumienia !
2. Kiedy mały nie spał i leżał sobie grzecznie a ja wykonywałam                obowiązki domowe..
Co z Ciebie za matka, dziecko leży samotnie a Ty naczynia zmywasz ?            mogłaś sprzątać jak spał ! 
3. Kiedy szedł spać, cieszyłam się, że będę miała chwilę dla siebie ale uśmiech nie trwał długo.
           
Cieszysz się, że dziecko zasnęło ? i Ty nazywasz się kochającą matką ??
4. Zdarza się, że podczas ładnej, słonecznej pogody nie wyjdę z dzieckiem na dwór...

Nie dotleniasz dziecka ! Będzie chorował ! I to tylko z  Twojej winy !

5. Bywają dni, że mam dość, opadam z sił, chcę odpocząć a on każe się nosić, nie raz mam myśli, żeby go gdzieś, komuś podrzucić... 

Jak możesz w ogóle tak pomyśleć ?? jesteś złą matką ! 

6. Powrót do pracy.

Mogłam iść na wychowawczy, ale powrót byłby pod znakiem zapytania, a że myślimy o kolejnym dziecku umowa na czas nieokreślony jest tu bardzo przydatna tym bardziej, że teraz o taką trudno...

Nie ukrywam, że musiałam przespać się z tym niejedną noc. O wyrzutach sumienia wolę nie wspominać, mogą przytłoczyć mnie zaraz na samą myśl...

7. Praca- cieszę się, że ją mam, cieszę się, że do niej chodzę, cieszę się, że wychodzę z domu, cieszę się, że tyle tam spokoju i ciszy...

 Już dziecko Ci za to podziękuje, nie dość, że zostawiła to jeszcze się cieszy...


To tylko garstka tego co mnie spotyka, mała odrobinka.
Niemalże codziennie coś mnie dręczy, coś mnie przytłacza, coś co nie daje mi spokojnie żyć.
Ciągle o coś się obwiniam, wydaje mi się, że powinnam bardziej się postarać a nie myśleć o sobie i swoim odpoczynku. 

To taka moja ciemniejsza strona macierzyństwa, ale ale...
... podobno przy drugim dziecku już tak nie ma, na wyrzuty sumienia nie ma czasu, więc trzeba się chyba zabrać ostro do roboty :D