piątek, 11 września 2015

Jak rodziła się miłość czyli CHUSTONOSZENIE cz. I


 źródło



Chusta ???
Wielki kawał szmaty ! Myślałam z pogardą.
Jak można w tym nosić dzieci ?? Biedne maleństwa, połamane, pokoślawione ! Co to za wyrodne matki !
Chusta kojarzyła mi się z biedą afrykańskich krajów, ze skrajnym ubóstwem. Brakiem higieny jaki tam panuje. Chusta jest dla ubogich, których nie stać na wózek ! Tak myślałam.
Takie wyobrażenia krążyły w mojej głowie.

Przeczytajcie jak powoli rodziła się miłość, jak dojrzewała by w końcu zakwitnąć dając plony.

Mieszkam na trzecim piętrze. W bloku bez windy.

Będąc na etapie zakupu wózka kiedy nienarodzone jeszcze dziecko robiło fikołku w moim brzuchu. Kiedy to, wszystko musiałam mieć najładniejsze, najlepsze. Widziałam siebie jako zgrabną mamuśkę, w wysokich szpilkach prowadzącą elegancki wózek a w nim grzeczne, słodkie, ciche maleństwo.
Dostrzegałam tylko piękno.
Nie słyszałam rad rodziców, nie pamiętałam jak siostra płakała nosząc wózek z czwartego piętra.
Liczyło się to jak będziemy się prezentować !
Urodził się.
Ten maleńki człowieczek w pięknym wózku.
Jakiż to był cudowny widok.
Elegancki, czarno biały salon i jakże idealnie wkomponowany tam nasz wózek.
Piękne to były chwile... szczęścia nie dało się opisać słowami.
Pierwsze dwa tygodnie...Bo potem nastał dzień.
Dzień pełen nowych obowiązków.
Mąż poszedł do pracy. Dodatkowe ręce do pomocy się skończyły.

Dziecko krzyczy w niebo głosy. Zupa się wygotowała. Kotlet przybrał trochę ciemnego niczym węgiel, koloru. Nad sufitem mgła siwa. A On nie przestaje.
Podłoga zachlapana, pełno fruwającej sierści dookoła.
Ale co to obchodzi miesięczne niemowlę. On chce na ręce i już.
Pies piszczy, bo potrzebuje na dwór.
Wózek ciężki. Nie ma za co chwycić, żeby znieść.
Ale znieść wózek ??? Przecież jesteś po cesarskim cięciu... przypomniało mi się.

Rzeczywistość powoli sprowadzała na ziemię zgrabną matkę co to w szpilkach wózek pcha.

Potrzebowałam na szybko jakieś nosidło, tak tylko żeby na chwilę ulokować tam dziecko i chociaż psa wyprowadzić na te 10 minut.
Obowiązki domowe mogą zaczekać, ale pies musi wyjść !
Jednak na owe nosidło Jakubek był za mały. Wszędzie pisało, że można nosić w nim dzieci ale samodzielnie siedzące. A miesięczne niemowlę tylko leżeć potrafi, no i drzeć japkę umie perfekcyjnie.

I tak wertując internet natknęłam się na artykuł o chustonoszeniu.
Wyczytałam same pozytywy, zarówno dla dziecka jak i dla matki.

Ale gdzie ja w takiej szmacie ??
W takiej brzydkiej !
Jak ja to zawiążę ?
Dziecko zgubię gdzieś po drodze bo przecież zaraz mi wypadnie.
Ale to takie zdrowe.
Tak dobrze działa na fizyczny i psychiczny komfort dziecka i matki.
A przecież tego pragnę najbardziej.
Tego potrzebuję.
Naszego wspólnego dobra. Naszej wspólnej wygody.

I stało się.
Kupiłam.

Z wielkim zaangażowaniem studiowałam instrukcję tam załączoną. Z jeszcze większym oglądałam filmy na YouTube, jak wiązać, jak nosić, jaką pozycję powinno przybrać dziecko w niej umieszczone.

Po czym z ogromną wiedzą teoretyczną przeszłam do praktyki.
Okazało się, że techniki wiązania wcale nie są takie trudne.
Na początku podtrzymywałam dziecko. Miałam wrażenie, że chusta się odwiąże i Kubuś wypadnie uderzając głową w twarde płytki.
Czarny scenariusz musiał być! A jakże!

Powoli, dzień po dniu oswajałam się z chustą, wykonując coraz to nowe czynności.
Poczucie piękna powoli wycofywało, wyprzedzone zaletami Chustonoszenia.
By w końcu nastał czas gdzie "nie posprzątany dom",  "nie ugotowany obiad",  "pies nie wyprowadzony", by powiedzieć"To już przeszłość !"
To wszystko jest codziennie zrobione !
Jest czysto.
Pachnie obiadem.
Spacery z psem nie stanowią już problemu !
A co w tym czasie z dzieckiem ?
Dziecko jest ze mną, jest przy mnie, wtulone w  moje ciało, otoczone ciepłem mojej matczynej miłości.

I tak powoli, dzień po dniu, obdarzałam coraz to innym uczuciem mój wielki "skrawek" materiału. Była pogarda, potem obojętność, przerodzona w przyjaźń aż po tę najsilniejszą jaką jest miłość. Te przemijające, zmieniające się uczucia sprawiły by w końcu móc powiedzieć, że to najlepsze co nas spotkało. To nasza najlepsza przygoda trwająca aż do dziś.

A o zaletach i naszych chustowych przeżyciach już niebawem na blogu, w kolejnej części.
Wyczekujcie !!!