niedziela, 22 listopada 2015

Moje dziecko - mój Pan i Władca

Pamiętam dzień, w którym na świat przyszedł mój syn. Pamiętam ten dzień bardzo wyraźnie. Pamiętam go jakby zdarzył się dziś. 
Obiecałam sobie wtedy, że będę zaspokajać wszystkie potrzeby mojego nowo narodzonego synka. Będę dbała by niczego mu nie zabrakło. Oddam mu siebie bezgranicznie. Za wszelką cenę będę dążyć by był szczęśliwy.


Byłam na każde jego zawołanie. Na każde najcichsze "miałknięcie". Na każdy płacz. Na każdy dźwięk. Nocą stałam przy łóżeczku z szeroko otwartymi oczami nim on zdążył się obudzić, by go nakarmić, by nie poczuł głodu. Zmieniałam pampersy zanim zdążył nasikać by nie poczuł dyskomfortu, że mu mokro. Potrafiłam stać godzinami pochylona nad łóżeczkiem, obserwując jak słodko śpi. 
Mogło nie być obiadu, mogło być nie posprzątane ale ważne, że byłam przy nim. 
Zawsze z nim, zawsze obok, zawsze blisko. By zdążyć zaspokoić jego potrzeby na czas. By nie poczuł, że czegoś mu brak.

I wiecie co?
Moje dziecko nigdy nie płakało. Jego płacz usłyszałam w chwili pojawienia się na świecie i na szczepieniu. Tylko wtedy.
Potem błoga cisza, spokój, radość i wielkie szczęście. Że tak pięknie, tak słodko, tak lekko i fajnie. Że to co słyszałam od ludzi okazało się nie prawdziwe. Że trud wczesnego macierzyństwa  mnie ominął. 

Z czasem dałam sobie więcej luzu - nie stałam już nad łóżeczkiem gdy spał :D

Mój syn towarzyszy mi odkąd się pojawił we wszystkich czynnościach. A ja towarzyszę jemu. 
Nie ominął mnie pierwszy świadomy uśmiech. Nie ominęły mnie pierwsze słowa, to nic że "baba" a nie "mama", ważne że to ja je usłyszałam jako pierwsza. Byłam świadkiem pierwszych kroczków. Jako pierwsza służyłam pomocą w chwili upadku. Byłam zawsze, byłam wszędzie. 

Miesiące mijały. Syn dorastał a wraz z wiekiem nabierał rozumku. Z dnia na dzień stawał się mądrzejszy. Nauczył się i zrozumiał, że byłam na każde jego zawołanie, spełniałam jego potrzeby, które teraz zamieniły się w rozkazy. 
Czas płynął. Ja pochłonięta pracą, dzieckiem, nie zdążyłam zorientować się, że mój syn stał się moim panem, moim władcą. 

Ale ja Kocham tego Pana, co to z samego rana rozkazuje tym malutkim, słodkim paluszkiem. Który denerwuje się, że jeszcze nie ma soczku, który każe mi godzinami układać klocki, czytać bajki. Który nakazuje mi wyjść z pokoju gdy chce nabroić. 
No Kocham go po prostu i będę spełniać te jego rozkazy do utraty tchu, do utraty sił ! Bo szczęście nie ma miary ! Bo szczęście moje nosi jego imię !