poniedziałek, 29 sierpnia 2016

Mama trenuje z... dzieckiem


 
źródło: google


Jak już wiecie, od jakiegoś czasu biegam. Wkręciło mnie to na maxa :) Dzień bez treningu to dzień nie do końca spełniony, dziwny i pusty. 
Lubię bieganie z wielu powodów, między innymi dlatego, że moje ciało jest piękniejsze, nogi bez cellulitu, jędrne i gładkie jak u nastolatki :)
Mogę dużo jeść, nie odmawiać sobie dodatkowych porcji, słodyczy, potem i tak to spalę. Bieganie to też doskonały sposób na rozładowanie emocji. 

Ale jest taki jeden, najważniejszy, szczególny i główny powód, dlaczego to robię ... ENERGIA. Tak, dobrze czytacie, po 10 km biegu mam tyle energii, że mogłabym góry przenosić. 

Jako zapracowanej, nie mającej pomocy matce, taki dodatkowy przypływ energii w ciągu dnia jest niezbędny!!! 

Po przyjściu z pracy jestem bez sił i przeraża mnie, że do końca dnia jeszcze tak daleko, jeszcze tyle do zrobienia, czy dam radę przeżyć ten dzień nie tracąc cierpliwości do dziecka? 
Jestem głodna, marzę też o kawie, ale Kuba też by zjadł więc najpierw on. Mija 30 min, w jego misce dalej jeszcze ponad połowa zupy... powoli skrada się do mnie niecierpliwość, ile on to jeszcze będzie jadł? Brakuje mi już pomysłów, żeby jakoś go zachęcić, wnętrzności w moim brzuchu zaczynają koncert, w mojej głowie tańczą myśli, co jutro na obiad? Co trzeba kupić? Wypadałoby umyć podłogę, pranie wyschło... prasowanie? Szukam luki czasowej kiedy to wszystko zrobię. Szukam resztek sił.
A on dalej je zupę, coraz wolniej i wolniej...

Kuba nie chowaj się, przestań uciekać, nie ściągaj tych spodni, załóż buty, bo wychodzimy. Nie wylewaj tej wody na poduszkę. Nie rzucaj tym...
Mijają kolejne minuty, moje siły słabną coraz bardziej, cierpliwość wisi na włosku. Jak zaraz nie wyjdziemy to oszaleję. 

Tak było kiedyś...

     ********

Kuba do wózka, pies na smycz i ruszamy. Trzymaj się, biegniemy na plac zabaw :)
I lecimy ... Kuba się cieszy, pies zadowolony, a ja? 
Ja, z każdym kilometrem nabieram nowych sił, uśmiecham się do ludzi, bo oni uśmiechają się do mnie, podnosząc kciuki, mówiąc BRAWO. Te gesty jeszcze bardziej mnie motywują, pchają do przodu, byle dalej, byle szybciej. Wtedy czuję że żyję. Jestem szczęśliwa!  
No i jesteśmy. Kuba wysiada zadowolony z wózka i biegnie na plac zabaw... ma teraz dwie godziny szaleństwa dla siebie... z mamą, która tryska energią, z dziećmi, które mają pomysły na świetną zabawę :)

To ten słynny plac zabaw, od którego dzieli nas 10 km





Od zawsze biegałam, zawsze to lubiłam. Ale z przyczyn życiowych przestałam to robić. Potem ciąża, dziecko... 
Gdzieś podświadomie chciałam wrócić, gdzieś w głębi mojej duszy ciągle drzemały te myśli, ale zawsze było mi nie po drodze, bo co z dzieckiem? Bo jestem zmęczona, a po biegu to padnę już całkiem. Bo jak będę wyglądać z wózkiem i psem? Ludzie pomyślą - no zwariowała. Wszystko było dobrą wymówką, żeby nie powiedzieć start. Co związane z dzieckiem i macierzyństwem było przeciwwskazaniem do biegania.
Podziwiałam tych wszystkich ludzi uprawiających sport, zastanawiałam się skąd mają jeszcze na to siłę w dzisiejszych czasach?



I nadszedł ten dzień...
Dziś już wiem, to właśnie sport daje im tę moc :)