wtorek, 2 sierpnia 2016

Odsmoczkowanie naturalną metodą

Zdaje mi się, że etap smoczkowy już za nami. Uff... ulga niesamowita.
Bardzo się bałam tego momentu. Zastanawiałam się jak to będzie? Jak poradzi sobie mój mały miś? Jak poradzę sobie ja? No bo jak ja, mama, mam zabrać temu małemu chłopcu coś co jest dla niego tak ważnym elementem życia codziennego? Coś co pozwala zasnąć, uspokoić się, wyciszyć emocje? No jak? Przecież w oczach dziecka stanę się wyrodną, najgorszą matką? Ten mały rozumek nie pojmie, dlaczego to zrobiłam? Dlaczego zabrałam, wyrzuciłam? On po prostu tego nie zrozumie!


Kilka prób było, niestety żadna się nie powiodła. Próbowałam ograniczyć i dawać tylko do zasypiania, ale nic z tego... smoczuś musiał być i koniec! Zawsze i wszędzie! Więc odpuściłam, ale w głowie jedna myśl: jak ja to zrobię?

Mijały kolejne tygodnie, chłopczyk mój bez smoczka nie ruszał się nigdzie. Na spacer, do sklepu, na plac zabaw, podczas snu- nieodłączny towarzysz drogi przez życie...
Ile się nasłuchałam od ludzi, że taki duży i jeszcze ze smokiem, że zęby będzie miał krzywe, dziurawe. Ile on się najadł stresu, bo niektórzy obcy wyciągali mu smoczka z buzi!!! Ile ja się nadenerwowałam, no bo jak tak można??? Co tych ludzi to wszystko obchodzi? Jakim prawem wchodzą w nasze życie? Jakim prawem stresują moje dziecko? No bo co on czuł, kiedy obcy człowiek zabiera mu coś tak ważnego i cennego?

Ale przyszedł taki dzień, niespodziewanie i znienacka zapukał do naszego domu... szczęśliwy dzień :)
Kiedy to Kubuś mój, ząbki do smoka wbił. Zrobiła się mała dziurka :) I ukochany, wielbiony smoczuś przestał być już taki atrakcyjny, niezastąpiony. Mało tego poleciał jak strzała i odbił się o ścianę lądując za łóżkiem. A synuś mój, obrócił się do mamy plecami, zamknął oczka i zasnął :)))))))

To już piąta noc i piąty dzień. I nie ma płaczu, nie ma nieprzespanych nocy. 

Nie mam stresu ja, nie ma smutku on!

I tak nasza smoczkowa przygoda dobiegła końca. Bez nieprzyjemnych emocji... naturalnie :)

A jak było u Was?
Jakich metod używaliście?
A może Wasze maluchy jeszcze nieodsmoczkowane?